niedziela, 2 sierpnia 2015

Jak to było ze mną...

Ze mną było to tak, że dwie moje najlepsze przyjaciółki (bliźniaczki) były harcerkami. W wolnych chwilach opowiadały mi o swojej drużynie, rajdach i innych rzeczach, o których do tej pory nie miałam pojęcia. W piątki lekcje kończyłyśmy o 15:50, a potem wspólnie jadłyśmy obiad. 12 grudnia właśnie podczas niego dziewczyny zdołały przekonać mnie, abym poszła na jedną zbiórkę. Do odważnych świat należy- pomyślałam. Jeśli by mi się nie podobało obiecałam sobie, że po prostu na następną zbiórkę nie pójdę.
W drodze do hufca rozdzieliłyśmy się i na miejsce dotarłam po nich. Kiedy podeszłam pod furtkę okazało się, że jest ona zamknięta tak samo jak i drzwi. Zadzwoniłam do przyjaciółek z pytaniem, gdzie są.
-W hufcu- odparły.
-A mogłybyście po mnie wyjść?
-Nie... bo ktoś nas tu zamknął.
Po chwili pokazały się na balkonie. Czekałam więc, marznąć, a pod hufcem zgromadziła się grupka nastoletnich dziewczyn.
-Podejdź do nich- nakazała jedna z B przez telefon.
-Ale ja się wstydzę- zaprotestowałam.
-No to sobie czekaj- odparła zakańczając rozmowę.
Czekałam więc tak, zastanawiając się, czy nie lepiej by było wrócić do domu. Wtem pojawiła się jakaś kobieta, która jak się okazało posiadała klucze. Wpuściła więc nas do budynku.Weszłam na końcu, trochę się wstydząc. Okazało się, że nie było czego.
Cała drużyna z miejsca mnie zaakceptowała i traktowała jak równą sobie.
I takim oto sposobem znalazłam się w ZHP i tak już zostałam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz